Jednego z wieczorow Seck opowiada mi bajke, ktora opowiadala mu babcia. Dawno, dawno temu, byla sobie rodzina, w ktorej byl maz i dwie zony, a kazda z zon miala corke. Jedna zona byla cicha i pracowita, a druga glosna i leniwa. Gdy cicha zona zmarla, jej corka zajela sie zona glosna. Dreczyla ja i wykorzystywala do najgorszych prac. Ojciec nie mogl nic powiedziec, bo byl biedny. Pewnego dnia zona specjalnie upuscila lyzke i kazala ja umyc cichej corce w rzece, do ktorej nikt nie wiedzial jak trafic. Corka poszla, po drodze spotkala rybakow. Pozdrowila ich jak nalezy (10 zdaniami), oni pokazali jej droge. Nad rzeka spotkala piorace kobiety, pomogla im w praniu i umyla lyzke. Kobiety powiedzialy, zeby wracajac nie odwracala sie. Gdy doszla do domu, za jej plecami byly ogromne stada krow, koz i owiec. Oddala wszystko ojcu, ktory stal sie bogatym czlowiekiem. Glosna zona byla bardzo zazdosna i wyslala swoja corke z brudna lyzka. Corka spotkala rybakow, ale nie pozdrowila ich, spotkala piorace kobiety, ale im nie pomogla. Gdy doszla do domu, za jej plecami byly ogromne ilosc martwych zwierzat. Gdy to zobaczyl ojciec, wygonil glosna zone razem z corka i odtad zyli szczesliwie z corka cicha i grzeczna.
Opowiedzialem mu Kopciuszka i doszlismy do wniosku, ze obie bajki sa wlasciwie o tym samym - badz grzeczny, posluszny i pomocny a nagroda cie nie ominie. A motyw zlej macochy jest uniwersalny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraj Dogonow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraj Dogonow. Pokaż wszystkie posty
sobota, 11 kwietnia 2009
wtorek, 7 kwietnia 2009
u Dogonow
Ostatni dzien trekingu to wizyta w Sangha u rodziny Secka. Typowa niedziela wyglada tak, ze wszyscy leza caly dzien w cieniu. Tylko jedna z zon sie kreci i gotuje obiad. Ojciec Secka ma cztery zony, jest czlowiekiem zamoznym. Po poludniu wiadamy na motor i wracamy do Bandiagary. Ucieka nam autobus, wiec czekamy na okazje. Pojawia sie zapchany pick up jadacy od granicy z Burkina. W nocy stajemy na kontroli policyjnej i zaczyna sie szukanie kontrabandy. W blasku ksiezyca i ciszy rozpakowujemy caly samochod. Dokola na matach spia cale rodziny sprzedawcow wszystkiego. Policja nic nie znajduje i jedziemy dalej. Dojezdzamy w nocy, obrazony portier wpuszcza mnie do hotelu.
Nastepny dzien to poniedzialek, dzien targu w Djenne, miasteczku z najstarszym glinianym meczetem swiata. W busie spotykam trojke Polakow, para i ich polski pilot. Maja tez miejscowego przewodnika. Wycieczke kupili w biurze w Polsce. Ich trasa jest bardzo podobna do mojej, wlasciwie nie wiem, po co im ta cala obsluga. W Djenne meczet jest imponujacy a targ rzeczywiscie kolorowy, ale upal wygania nas do restauracji na piwo. Potem jest drugie piwo i wlasciwie trzeba wracac.
Dzis od rana siedze na basenie w hotelu Ya Pas De Probleme, gdzie bez problemu wbilem sie na tak zwany krzywy ryj. Po poludniu wsiadam do zdezelowanego autobusu do Burkina Faso.
Nastepny dzien to poniedzialek, dzien targu w Djenne, miasteczku z najstarszym glinianym meczetem swiata. W busie spotykam trojke Polakow, para i ich polski pilot. Maja tez miejscowego przewodnika. Wycieczke kupili w biurze w Polsce. Ich trasa jest bardzo podobna do mojej, wlasciwie nie wiem, po co im ta cala obsluga. W Djenne meczet jest imponujacy a targ rzeczywiscie kolorowy, ale upal wygania nas do restauracji na piwo. Potem jest drugie piwo i wlasciwie trzeba wracac.
Dzis od rana siedze na basenie w hotelu Ya Pas De Probleme, gdzie bez problemu wbilem sie na tak zwany krzywy ryj. Po poludniu wsiadam do zdezelowanego autobusu do Burkina Faso.
Kraj Dogonow
Wracam do Mopti z Hiszpanami. Tym razem ruszamy przed switem i po poludniu jestesmy w Mopti. Idziemy na okonia nilowego w bananach; gramy w glupie gry, duzo smiechu. Po obiedzie dogaduje trekking w kraju Dogonow z Seckiem Dolo. Wybieram najmniej uczeszczana, polnocna trase, zaczynajaca sie z Sanghi, rodzinnej wioski Secka. Nastepnego dnia ranek spedzamy na dworcu. Kumple Secka ucza mnie tutejszej gry w karty 151, cos jak nasze makao. Po poludniu dojezdzamy do Bandiagary, skad nie ma dalszego transportu, wiec pozyczamy motocykl. Seck pyta, czy poprowadze, no jasne. Motor jest dosc rozklekotany, dziala tylko nozny hamulec. Droga jest szutrowa, slonce zachodzi, jest bosko. W pewnym momencie widze sterte kamieni, hamuje, nagle lece do przodu przez kierownice. Laduje na plecaku, ktory mialem z przodu. Okazuje sie, ze przy hamowaniu opuscil sie podnozek, ktory zahaczyl o kamienie. My jestesmy cali, w motorze urwal sie hamulec. W dalsza droge ruszamy wiec bez hamulca, uzywajac podeszew. Dojezdzamy do Sanghi i dalej na piechote. Wychodzimy na szczyt klifu i widok jest zniewalajacy. Malutkie domki przyklejone do skaly i ogromna przestrzen dokola. Nocleg w Banani pod wiszaca skala, na kolacje pulpa z prosa w sosie z lisci baobabu. Dziwne zwielokratniajace echo, placz dziecka brzmi jak zawodzenie grupy placzek. Zamawiam zupe, nie jest to typowe zamowienie, po jakichs trzech godzinach dostaje calkiem niezla cebulowa. Seck ma duzy szacunek do "polish zupa", ktora poczestowali go jacys oszczedni polscy turysci. Gdyby mial duzo pieniedzy, toby jadl tylko to.
Dzien trekingu w kraju Dogonow zaczyna sie z pianiem kogutow, potem sniadanie i dwie-trzy godziny marszu, potem caly dzien na macie i pod wieczor znowu kawalek do przejscia. W ciagu dnia gramy w karty albo w bantumi. Pijemy piwo z prosa, bardzo lekkie i orzezwiajace, dziala nasennie. Probuje tez owocow baobabu i tamaryndowca, sa slodko-kwasne.
Dogonskie powitanie to wymiana okolo 10 zdan typu jak sie masz, jak zdrowie, jak rodzina, trzeba to odbebnic z kazdym. Jesli spotykamy grupe, cala grupa odpowiada chorem. Gadamy o Tuaregach, Seck zwierza sie, ze gdyby zostal prezydentem, toby wszystkich wystrzelal, poniewaz zabili wielu czarnych.
Drugiego dnia dochodzimy do Youga - wioski pieknie polozonej na szczycie klifu. Czesc ludzi mieszka w domach Telemow, czyli poprzednikow Dogonow sprzed setek lat. Wchodzimy do domu, mloda dziewczyna gotuje obiad dla rodziny. Matka jest w specjalnym domu, gdzie udaja sie wszystkie kobiety, kiedy maja okres. Dogonowie maja bogata tradycje i wyjatkowe wierzenia. Z ksztaltu mrowiska wywnioskowali, ze ziemia jest okragla i kreci sie wokol wlasnej osi.
Dzien trekingu w kraju Dogonow zaczyna sie z pianiem kogutow, potem sniadanie i dwie-trzy godziny marszu, potem caly dzien na macie i pod wieczor znowu kawalek do przejscia. W ciagu dnia gramy w karty albo w bantumi. Pijemy piwo z prosa, bardzo lekkie i orzezwiajace, dziala nasennie. Probuje tez owocow baobabu i tamaryndowca, sa slodko-kwasne.
Dogonskie powitanie to wymiana okolo 10 zdan typu jak sie masz, jak zdrowie, jak rodzina, trzeba to odbebnic z kazdym. Jesli spotykamy grupe, cala grupa odpowiada chorem. Gadamy o Tuaregach, Seck zwierza sie, ze gdyby zostal prezydentem, toby wszystkich wystrzelal, poniewaz zabili wielu czarnych.
Drugiego dnia dochodzimy do Youga - wioski pieknie polozonej na szczycie klifu. Czesc ludzi mieszka w domach Telemow, czyli poprzednikow Dogonow sprzed setek lat. Wchodzimy do domu, mloda dziewczyna gotuje obiad dla rodziny. Matka jest w specjalnym domu, gdzie udaja sie wszystkie kobiety, kiedy maja okres. Dogonowie maja bogata tradycje i wyjatkowe wierzenia. Z ksztaltu mrowiska wywnioskowali, ze ziemia jest okragla i kreci sie wokol wlasnej osi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)