Rano wsiadamy na prom i płyniemy na Utilę. Morze jest wzburzone, wszyscy są zieloni od choroby morskiej. Na Utili od razu dogadujemy wynajem prywatnej wyspy i kolejną łodzią płyniemy do wysepki, z której ma nas ktoś zabrać. Robimy zakupy na kilka dni, bo tam nie będzie możliwości pójścia do sklepu. W sklepach włączone telewizory, trwa zaprzysiężenie nowego prezydenta. Wszyscy się cieszą i mówią, że to koniec problemów w Hondurasie.
Przypływa właściciel, płyniemy między wysepkami do ostatniej - naszej. Podpływamy bliżej i szczęki nam opadają. Wysepka Little Caye ma jakieś 20 na 50 metrów. Jest na niej jeden dom. Dom jest wielki, na dole połączone kuchnia z jadalnią i salonem, na górze sypialnie. Dałoby się mieszkać w 10 osób, a kosztuje to tylko 115 dolarów za noc. Wysepka zarośnięta jest drzewami i otoczona rafą. Najbliższa inna wyspa jest w zasięgu wzroku, ale nie widać na niej ludzi. Jesteśmy sami na świecie. Tylko raz dziennie łączymy się radiowo.
- "Cayes, Cayes, this is Little Caye"
- "Little Caye, this is Cayes, do you need anything?"
- "No, thanks, we're perfect. Have a good day. Over and out"
Kolejne dni to beztroskie nic nie robienie z przerwami na posiłki i sen. Opływamy wyspę obserwując życie na rafie. Zrywamy świeże kokosy. Wieczorami przychodzą do domu stada krabów i żebrzą o jedzenie. Robimy jedną wycieczkę - przepływamy wpław kilkaset metrów na najbliższą wysepkę i dalej na kolejne. Przeważnie to prywatne wyspy z domami, jedna jest niezabudowana i przyplywaja tu turyści na snorkeling. Na innej, z zamkniętym i nie używanym od pewnego czasu domem przychodzi do nas piękny, zadbany, rudy kocur. Nie wiem, z czego on się tam utrzymuje.
W końcu trzeba jednak skończyć sielankę i wrócić na szlak. Wracamy na Utilę, po drodze słuchając opowieści krzepkiego dziadka, który twierdzi, ze mieszkał i pracował w sześćdziesięciu krajach, czasem w kilku naraz. Wyspy w Hondurasie są domem dla wielu emerytowanych "doradców wojskowych" i innych agentów, którzy swego czasu robili sporo zamieszania w tej części swiata.
Miasteczko Utila to jedna ulica wzdłuż wybrzeża. Każdy mieszkaniec ma quada lub chiński motorek, którym lubi jeździć główną ulicą z dużą prędkością. Quady służą jako pojazdy rodzinne, dzieciaki zajmują każdy błotnik. Sprawdzamy jak smakuje drapieżna barakuda i miejscowy homar. Sobotnia noc to dyskoteki, główna klientela to nurkowie - instruktorzy i kursanci. Czas pożegnać wyspy i wziąć kurs na Gwatemalę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Little Caye. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Little Caye. Pokaż wszystkie posty
piątek, 5 lutego 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)